poniedziałek, 25 lipca 2016

Rozdział 3

„Czasami wystarczy jedno spojrzenie,
 jedno przypadkowe spotkanie,
a wszystko wraca ze zdwojoną siłą.”

~Andreas~

Nie wierzę, po prostu nie wierzę! To jest jakiś kiepski żart! Oddycham powoli i głęboko, starając się uspokoić szybsze bicie serca i rozluźnić choć trochę mięśnie. Wzrok wciąż mam skierowany na dziewczynę, która powoli i niepewnie zmierza w naszym kierunku na zawołanie Lisy. Wygląda jakby również była w niemałym szoku, bądź po prostu zgrywa taką, a naprawdę cieszy się z tego, że postawiła mnie w niezbyt przyjemnej sytuacji. Ale ja się nie dam tak łatwo! Będę udawał, że nie rusza mnie jej osoba. Że nigdy nie widziałem jej na oczy i jest mi zupełnie obca, choć wiem, że będzie to cholernie trudne. Najchętniej to już teraz wygarnąłbym jej, co o niej myślę i kazał się wynosić z mojego mieszkania, ale nie mogę pozwolić, by ktoś, ktokolwiek się czegoś domyślił. Nikt nie może się dowiedzieć o tym, co było, co się kiedyś wydarzyło. Nikt, a w szczególności Lisa. Inaczej będę skończony.
-To jest Nadia. –mówi moja mała blondyneczka, wskazując dłonią na dziewczynę, która uśmiecha się nieśmiało, lecz gdy napotyka moje spojrzenie, jakby speszona spuszcza głowę w dół.
-Andreas. –Z wymuszonym uśmiechem wyciągam rękę w stronę szatynki, którą po chwili niepewnie ściska swoją drobną dłonią. Gdy dotykam jej delikatnej, wręcz aksamitnej skóry, wszystko wraca. Przypominam sobie każdy szczegół, nawet ten najmniejszy i czuję dziwne ciepło. Cholerne ciepło, które nie powinno się w ogóle pojawić! Ganie się w myślach i wracam na „ziemię”.  –Miło mi cię poznać.
-Mnie również miło. –odpowiada cicho pod nosem, nie obdarowując mnie chociażby ukradkowym spojrzeniem i szybko zabiera dłoń z mojej.
Prycham w myślach i wymijam ją, kierując się do salonu, gdzie Lisa wsadza otrzymane kwiatki do wazonu w szarym kolorze ze złotymi zdobieniami. Nie chcę dłużej przybywać w towarzystwie Nadii, bo nie działa na mnie zbyt dobrze. Na pewno nie tak, jak powinna. Muszę przestać o niej myśleć, bo zaraz zwariuję, dlatego też oplatam ramionami talię mojej dziewczyny i całuję we włosy, wdychając przy okazji zapach jej ulubionego owocowego szamponu. Blondynka odwraca się momentalnie i z szerokim uśmiechem na ustach daje mi szybkiego buziaka, przytulając się do mnie. Tak bardzo za nią tęskniłem, mimo iż nie było mnie tylko kilka dni. Kocham Lisę i nie chcę jej stracić, więc gdy tylko nadarzy się okazja, będę musiał porozmawiać z Nadią, wyjaśniając z nią wszystko. Na pewno nie będzie to miła rozmowa.
Po chwili blondyneczka odsuwa się ode mnie i wraca do wcześniej wykonywanej czynności. Nie rozumiem dlaczego układanie tych głupich kwiatków jest takie ważne. Przecież wystarczyłoby je po prostu wsadzić do wazonu z wodą i położyć całość gdzieś na szafce, by stawiła kolejną dekorację pomieszczenia. Wzdycham, siadając na sofie w rogu pokoju, kiedy Lisa opuszcza salon i znika w kuchni. Nagle do moich uszu dociera czyjś śmiech. Słodki i bardzo melodyjny śmiech, który gdzieś już słyszałem. Spoglądam w stronę usłyszanego dźwięku i zaciskam dłonie w pięści, widząc szatynkę i Alexa czymś rozbawionych. Nie podoba mi się to i nie mam pojęcia dlaczego. Brunet zauważa, że się im przyglądam i szepcze coś dziewczynie na ucho. Odwracam wzrok, żeby nie musieć na nich patrzeć, lecz Alex ma chyba inne plany, bo po chwili siada tuż koło mnie, a Nadia niepewnie zajmuje miejsce przy stole.
Brunet zaczyna o czymś opowiadać, aby zagaić rozmowę, ale nie słucham go. Puszczam to, co mówi mimo uszu, skupiając całą swoją uwagę na dziewczynie, która z opuszczoną głową bawi się swoimi palcami. To dziwne, że jeszcze nikt nie zauważył tego napięcia, które panuje odkąd pojawiłem się w domu.
-To co? Jesteście głodni? –W salonie pojawia się uśmiechnięta od ucha do ucha Lisa, więc wszyscy patrzymy w jej kierunku. Nawet Nadia, która właśnie podnosi się z miejsca.
-Ja... –zaczyna szatynka. –Przepraszam, ale chyba pójdę już do domu. Nie czuję się najlepiej i nie chcę psuć wam wieczoru.
Uśmiecham się delikatnie, widząc jak przyglądająca się Nadii blondyneczka ściąga brwi, marszcząc przy tym swój mały nosek. Moja Księżniczka zawsze wygląda pięknie, nawet jeśli się nad czymś mocno zastanawia.
-No… Nie wyglądasz zbyt dobrze i w dodatku jesteś strasznie blada. Najlepiej by było, gdybyś się teraz położyła. – mówi Lisa, po czym zwraca się do mnie – Andreas, odwieziesz Nadię, prawda?
-Jasne, nie ma problemu. –mruczę pod nosem, powoli wstając z kanapy. Nie mogłem odmówić, to byłoby niegrzeczne, choć chętnie bym to zrobił. Nie mogę zdzierżyć towarzystwa tej dziewczyny w moim mieszkaniu, a co dopiero w samochodzie, gdzie jest zdecydowanie mniej wolnej przestrzeni. Ale przynajmniej będę mógł się z nią rozmówić na osobności.
-Nie trzeba. Mogę się przejść bądź zamówić taksówkę. –Szatynka reaguje w ekspresowym tempie, udając się w stronę małego przedpokoju. Ucieka. Czyżby się mnie bała?
-Nie wygłupiaj się. –zaczyna ponownie Lisa, idąc za dziewczyną. –Przecież słyszałaś. To żaden problem.
-Ehh… Niech będzie. –Nadia daje za wygraną, najwidoczniej wiedząc, że i tak nie wygra z blondynką. Jest już ubrana i gotowa do wyjścia. –Poczekam na zewnątrz. Świeże powietrze dobrze mi zrobi.
Nie wiem, czy to było skierowane do mnie, czy też nie, ale przytakuję głową, ubierając buty. Dziewczyna wychodzi, a ja dostaję od Lisy wskazówki jak dojechać do domu jej przyjaciółki. Wywracam oczami. Jakby Nadia sama nie mogła tego zrobić… Zabieram klucze od samochodu z komody i w pośpiechu również opuszczam mieszkanie.
Zbiegam po schodach, aby dogonić jakoś dziewczynę. Mam nadzieję, że nie zwiała, bo nie daruję sobie, jeśli nie dowiem się, czego ona tutaj szuka. Kiedy jestem już przy głównych drzwiach, widzę ją stojącą na środku chodnika. Zaciskam szczękę, otwierając szybko drzwi i podchodzę do niej, szarpiąc jej nadgarstek, aby odwróciła się w moją stronę. Po chwili stoimy „twarzą w twarz”, więc patrzę prosto w jej oczy. Przestraszone oczy, które lekko mruży.
-Co ty tu robisz? Chcesz zniszczyć mi życie? –syczę wprost do jej ucha. Jestem zły, a nawet wściekły, choć nawet nie wiem, czym tak naprawdę jest to spowodowane.
-O czym ty mówisz? Nawet nie wiedziałam, że tu będziesz –mówi podniesionym głosem, spoglądając w moje oczy.
-Nie kłam. Pewnie coś sobie zaplanowałaś, ale wiedz, że ja nie dopuszczę do tego, aby Lisa się dowiedziała. Rozumiesz? –warczę, mocniej zaciskając palce na jej nadgarstku. Nadia jęczy z bólu, a po jej policzku spływa łza. Momentalnie poluźniam uścisk, puszczając jej rękę całkowicie.
-Jeśli będziesz ją traktował tak, jak mnie przed chwilą, to odejdzie od ciebie bez poznawania prawdy. –oznajmia i wymija mnie, rozmasowując swój nadgarstek, a ja stoję w miejscu, analizując wypowiedziane przez nią słowa.
                   

~Nadia~
 Każdy z nas zmaga się z trudnymi chwilami w życiu, później pojawiają się te dobre i całe naszego istnienie przeplata się z takimi momentami. Tylko dlaczego w moim życiu te ciężkie sytuacje pojawiają się tak często? Wszyscy, których napotkam na mojej drodze, muszą stać się dla mnie problemem lub stwarzać problem. Nie mogę uwierzyć w to, co się stało.
Każdy oddech jest dla mnie coraz trudniejszy. Nie mogę oddychać, aż wreszcie otwieram drzwi klatki i znajduję się na powietrzu. Zatrzymuję się na chwilę i oddycham głęboko. To wszystko... To nie może być prawda! Nie może! Spodziewałabym się naprawdę wielu rzeczy, ale nie tego, że jeszcze kiedykolwiek w życiu go spotkam. A tym bardziej, że mimo wszystko będzie wzbudzał we mnie takie dwojakie emocje. Nie mogę w to uwierzyć. Nie chcę w to wierzyć!
Nagle czuję szarpnięcie mojej ręki i obracam się o 180 stopni. Jestem przerażona. Chcę zacząć krzyczeć, ale zauważam, że przede mną stoi Wellinger. Jego wyraz twarzy wskazuje na to, że jest zły, a nawet wściekły. Patrząc na niego, przypomina mi się wszystko. Przymrużam oczy... Nie chcę tego pamiętać. 
-Co ty tu robisz? Chcesz zniszczyć mi życie? -szepcze wprost do mojego ucha. Czuję, że moje ciało nie reaguje na to we właściwy sposób. Spoglądam w jego oczy.
-O czym ty mówisz? Nawet nie wiedziałam, że tu będziesz -mówię podniesionym głosem. Staram się udawać twardą i odważną, ale wcale taka nie jestem... 
-Nie kłam. Pewnie coś sobie zaplanowałaś, ale wiedz, że ja nie dopuszczę do tego, aby Lisa się dowiedziała. Rozumiesz? -mówi. Jego głos jest przepełniony jadem. Zaczynam się bać... Czuję, że chłopak jeszcze mocniej łapię mnie za rękę. Jego uścisk boli... Syczę z bólu, a pojedyncza łza spływa po moim policzku. Andreas puszcza moją rękę.
-Jeśli będziesz ją, traktował tak, jak mnie przed chwilą, to odejdzie od ciebie bez poznawania prawdy - oznajmiam, jednocześnie masując swoją rękę. Cholerny Wellinger...
Wymijam go i wreszcie znajduję się na parkingu. Nie jestem pewna, który samochód należy do chłopaka, ale nie muszę długo czekać, aby się o tym dowiedzieć. Andreas po chwili pojawia się obok mnie i otwiera samochód, wciskając jeden z przycisków na kluczyku. Wchodzę do samochodu i nie mówię ani słowa. Chłopak też się nie odzywa. W końcu co ma mówić? Skoczek nie pyta mnie o drogę, najwidoczniej Lisa dała mu wcześniej pełną instrukcję i mój adres. Świetnie, naprawdę świetnie... 
Mijamy kolejne ulice z dużą prędkością, a z radia wydobywa się cicha melodia jednej z moich ulubionych piosenek. Jestem ciekawa, czy płyta, z której ona leci, należy do Wellingera, czy do Lisy. Spoglądam na blondyna. On wyczuwa mój wzrok i ku mojemu zdziwienia przycisza radio.
-Trochę przesadziłem. Nie chciałem zrobić Ci krzywdy -mówi. Jest zmieszany i niepewny. Inny niż jeszcze kilka minut temu. Może ma rozdwojenie jaźni? Nie! On jest totalny chamem. Nienawidzę mężczyzn, którzy traktują gorzej kobiety, a tym bardziej, gdy używają do nich siły!
-Trochę? Nie jestem rzeczą, która nie czuje bólu -wykrzykuję. Mój głos jest podniesiony.  Jestem zła przez całą sytuację, w której oboje się znaleźliśmy, a on na domiar złego irytuje mnie jeszcze bardziej.
-A ja nie jestem idiotą, aby nie wiedzieć takich rzeczy. Nie chciałem, dobra? -oznajmia. Moją jedyną odpowiedzią jest prychnięcie. Chłopak jest zły tak samo, jak ja. Atmosfera w samochodzie zagęszcza się jeszcze bardziej. Coraz bardziej pragnę znaleźć się w domu...
 Resztę drogi przemierzamy w zupełnej ciszy, w której mam czas na rozmyślenia. Przypominam sobie wszystko, co nie powinno się zdarzyć. Wymazywałam to tyle razy ze swojej pamięci, a to musiało znowu powrócić. Nienawidzę tego! 
Wreszcie chłopak podjeżdża pod mój blok. Wyskakuję z samochodu, jak oparzona, mówiąc tylko jedynie "Dzięki". Ruszam do mojego mieszkania, gdy nagle coś mnie zatrzymuje. Czuję, że ktoś łapie mnie  za rękę. Odwracam się i znowu widzę, że przede mną stoi Wellinger. Czego on znowu ode mnie chce? 
-Poczekaj -słyszę z jego ust. Patrzę na niego, wyczekując na rozwój akcji. - Ja nie chciałem, żeby tak wyszło. Przepraszam. Naprawdę mi przykro.
-W zasadzie nie spodziewałam się, że mnie przeprosisz. Przeprosiny przyjęte. Nie miałam pojęcia, że cię jeszcze kiedykolwiek zobaczę, tym bardziej w takim momencie mojego życia -oznajmiam i nie czekając na odpowiedź, ruszam do swojego mieszkania. Czuję coś dziwnego w moim wnętrzu, co miesza się ze strachem, złością... Nie chcę tego czuć!
Wchodzę do mojego domu i rzucam się na kanapę w salonie. Ten dzień mnie wykończył. Czuję, że cała ta sytuacja spowoduje wiele kłopotów. Tak bardzo boję się konsekwencji tego wszystkiego...
Nagle słyszę dźwięk mojego telefonu. Jestem pewna, że to Lisa.  Nie chcę z nią rozmawiać, nie teraz. Komórka dzwoni przez długi czas, więc wreszcie ją odbieram. Ku mojemu zdziwieniu po drugiej stronie nie znajduje się blondynka, a Alex.
- Cześć! Przepraszam, że cię niepokoję. Chciałem dowiedzieć się, jak się czujesz - słyszę głos chłopaka. Jego telefon sprawia mi wielką radość. Ktoś się o mnie martwi, ktoś z kimś nie mam problemów...
- Już lepiej. Dziękuję, że dzwonisz - oznajmiam i uśmiecham się sama do siebie. Rozmawiam z nim jeszcze przez długi czas. To wspaniały facet. Chyba wreszcie Lisa znalazła dla mnie kogoś odpowiedniego, ale dlaczego właśnie w tym momencie, gdy wszystko tak bardzo się skomplikowało?

***
Witamy!
Ile nas tu nie było? Prawie rok, za co ogromnie przepraszamy!
Mamy nadzieję, że mimo wszystko ktoś jeszcze pamięta tą historię i chętnie podzieli się swoimi odczuciami po przeczytaniu rozdziału trzeciego.
A my jedynie możemy obiecać, że postaramy się dodawać kolejne w krótszych odstępach czasowych i serdecznie zapraszamy do komentowania.

Pozdrawiamy,

Anahi Müller  i  Lila Stich

sobota, 19 września 2015

Rozdział 2

"Życie pisze najbardziej oryginalne, najbardziej komiczne,
 a jednocześnie najbardziej dramatyczne scenariusze. "


~Nadia~

                Podobno czasami trzeba dużo wycierpieć, aby potem pojawiło się słońce wskazujące nam drogę do szczęścia. Kiedyś uważałam, że to nic nieznaczące gadanie, ale teraz się z tym zgadzam. Minęło tak niewiele czasu, odkąd pojawiłam się w Niemczech, a szczęście już się do mnie uśmiechnęło. Mam wspaniałą przyjaciółkę, która wspiera mnie na każdym kroku i uczy patrzeć na wszystko przez różowe okulary. Jej optymizm przeraża każdego, ale dzięki temu jest tak bardzo wyjątkowa. Dzięki niej jest we mnie wiele radości. Wiem, że mogę jej powiedzieć wszystko i nigdy mnie nie zdradzi. Stara się mnie zrozumieć i akceptuje taką, jaką jestem...

            Ludzie są dziwnym istotami... Niektórzy lubią samotność, ale gdy poznają bratnia duszę, wszystko staje się łatwiejsze i nabiera kolorów. To piękne, lecz także przerażające. Ten fakt ukazuje nam, że nie jesteśmy samowystarczalni i potrzebujemy ludzi, na których możemy liczyć – nieważne, czy jesteśmy nastolatkiem, staruszkiem czy dzieckiem. Życie jest za krótkie, żeby spędzić je samotnie. Ono nie polega na istnieniu. Bądźmy optymistami.  Przestańmy żyć rutyną. Nie na tym to wszystko polega. Szukajmy własnych dróg i podążajmy nimi. Bądźmy sobą. Kochajmy, nienawidźmy, płaczmy, cieszmy się, całujmy, zakochujmy się, a przede wszystkim walczmy...
            Zapukałam do drzwi domu mojej przyjaciółki. Otworzyła mi, a na jej twarzy zobaczyłam wymalowany szeroko uśmiech. Knuła coś. Jej optymizm był za duży, nawet jak na nią, ale nie mogłam długo się nad tym zastanawiać, bo zaraz wciągnęła mnie do swojego mieszkania. Byłam tu pierwszy raz. Większość czasu spędzałyśmy w moim domu lub poza nim. Często chodziłyśmy do kina lub teatru. Bywałyśmy też w klubach, a także czasami na różnych wydarzeniach sportowych. Mimo tego, że studiowałyśmy, znajdowałyśmy na to czas.                  Lisa krzątała się po pomieszczeniu, a później zniknęła. Wróciła, w rękach trzymając kilka rodzajów noży i innych ostrych rzeczy. Przestraszyłam się. Miała iskry w oczach, a w jej głowie często pojawiały się nieprzemyślane pomysły, które kończyły się źle. Blondynka popatrzyła na mnie, myśląc nad czymś uporczywie. Jeśli ona chce przeprowadzać na mnie swoje eksperyment, to...

     Lisa spojrzawszy na mnie, zaczęła się głośno śmiać. Nie miałam pojęcia, o co chodzi tym razem, a gdy nasze oczy się spotkały, płakała ze śmiechu.

- Nie patrz tak na mnie. Nie mam zamiaru robić ci operacji po kilku wykładach i pierwszych zajęciach w prosektorium. Tym razem pobawimy się razem i będzie o wiele zabawniej - powiedziała, nadal się śmiejąc. Nie do końca byłam pewna, co ma na myśli, ale jeśli w jej rękach znajdował się nóż, mogę nie ujść z życiem.
- Ostatnio przez twoją zabawę ucierpiał niewinny chłopak - oznajmiłam i również zaczęłam się śmiać.
- Wcale nie był taki niewinny. Natarczywy cham nierozumiejący braku zainteresowania. Dostał za swoje, a to, że wylądował w szpitalu nie było moją winą. Może tylko troszkę - mówiła Lisa. - Dziś na kolację przychodzi mój najwspanialszy przyjaciel i twój przyszły chłopak, więc musimy się postarać, żeby wszystko wyszło idealnie. Zrobimy smaczną kolację, a Ty dzięki mojemu makijażowi staniesz się najpiękniejszą Nadią na tym świecie.
- Jakbym już nią nie była. To ostatnie zaaranżowane przez Ciebie spotkanie. Koniec z tym - powiedziałam. Moja przyjaciółka tylko się zaśmiała, a później zaczęłyśmy przygotowania do kolacji. Chłopak, z którym miało odbyć się spotkanie, miał na imię Alex. Był najwspanialszym, najfajniejszym mężczyzną, oczywiście zaraz po ukochanym Lisy, którego znała dziewczyna. Wcale nie słyszę tego przed każdym kolejny spotkaniem z chłopakiem, który w ogóle mi się nie spodoba, a nasza trójosobowa "randka" skończy się fiaskiem...

            Czekałyśmy na chłopaka ponad godzinę. Nie tolerowałam spóźnień. Byłam pewna, że on nie pojawi się w ogóle, ale nagle usłyszałyśmy odgłos przekręcających się kluczy w drzwiach. Ujrzałam w nich dwóch chłopaków. Jeden był blondynem, drugi brunetem. Byli do siebie podobni, więc musieli być spokrewnieni. Patrzyłam uporczywie na jednego z nich. To nie mógł być on... 
                Nagle z tego koszmaru, który rozgrywał się w mojej głowie, wyrwał mnie krzyk Lisy, która zawołała tylko „Andi!” i rzuciła się stojącemu w drzwiach blondynowi w ramiona. Była taka szczęśliwa, ale mnie widok jednego z nich wcale nie ucieszył...


~Andreas~


                Każdy człowiek przynajmniej raz w życiu musi podjąć decyzję, ryzyko, które zmieni całe jego dotychczasowe życie. Niektórym przychodzi to z łatwością, inni zaś muszą się sporo nagłowić, przemyśleć wszystkie za i przeciw, żeby móc podjąć tą jedną, jakże ważną, decyzję. Wydawało mi się, że jestem już na tyle dojrzały, że wiem, czego chcę od życia, dlatego stałem przed drzwiami do pokoju trenera i czekałem, aż łaskawie wpuści mnie do środka.
                Po chwili usłyszałem dźwięk przekręcanego zamka i drzwi się otworzyły. W progu stanął zaspany Schuster, który spoglądał na mnie badawczym spojrzeniem. Musiałem wyglądać nadzwyczaj dziwnie, stojąc przed nim ubrany w zimową kurtkę, trzymając walizkę w ręce, w dodatku o czwartej nad ranem. Trener otworzył szerzej drzwi i ręką zachęcił mnie, abym wszedł do środka. Tak też zrobiłem.  Wszedłem do pomieszczenia i usiadłem na brzegu niezaścielonego, hotelowego łóżka. Werner przetarł dłońmi zaspaną twarz i stanął naprzeciwko mnie z wyraźnym zdziwieniem i niezadowoleniem malowanym na twarzy.  Westchnąłem, przeczesując nerwowo włosy.
- Trenerze, bo jest taka sprawa… - zacząłem niepewnie, starając się nie kierować wzroku na prawie roznegliżowanego mężczyznę. – Mógłbym wcześniej wrócić do domu, do Niemiec?
- Po, co się pytasz, skoro i tak wiesz, że nie masz, na co liczyć? –odpowiedział pytaniem na pytanie, nie spuszczając ze mnie wzroku. – Masz szanse na objęcie prowadzenia po tych konkurach. Chcesz ją zmarnować?
                Schuster miał rację. Nie chciałem zmarnować takiej szansy, bo przecież byłby to dla mnie wielki sukces. Byłbym liderem i nosiłbym żółty plastron, ale przecież w życiu nie liczą się tylko miejsca na podium, zdobyte punkty czy też zwycięstwa. Są o wiele ważniejsze sprawy, takie jak rodzina, miłość. Właśnie na tym chciałbym się w tym momencie skupić. Chciałbym zrobić Lisie niespodziankę i w końcu wykonać ten najważniejszy krok w stronę naszego wspólnego życia. Wziąłem głęboki oddech i umiejscowiłem się wygodniej na łóżku trenera.
- Ale to jest dla mnie bardzo ważne, a te dwa… -przerwałem, przymrużając oczy. –Właściwie to jeden konkurs, bo na drużynowym punktów nie zdobędę, dużo nie zmieni. Błagam, niech trener odpuści mi ten jeden raz. Za dwadzieścia minut mam samolot. Nie chcę się spóźnić. Obiecuję, że już więcej nie będę o coś takiego prosił, ale niech się trener zlituje –uklęknąłem przed nim, składając ręce jak do modlitwy, na co Werner wywrócił oczyma i pokręcił bezradnie głową.
-Boże, co ja z Wami mam… -powiedział pod nosem, łapiąc się jedną ręką za głowę. –No dobra, możesz jechać, ale żeby mi to było ostatni raz –pogroził mi palcem wolnej ręki, po czym pomógł mi wstać z podłogi. Chwyciłem walizkę i opuściłem pokój, dziękując trenerowi.
                Po kilkugodzinnej jeździe w końcu minąłem znak, informujący, że znalazłem się już na terenie Monachium, ale nie udałem się od razu do domu. Postanowiłem odwiedzić jeszcze jedno, ważne miejsce, dlatego na pierwszym skrzyżowaniu skręciłem w stronę centrum miasta. Podjechałem pod niewielki sklep jubilerski i wyłączyłem silnik samochodu, ale zanim opuściłem pojazd, zawahałem się, czy aby na pewno dobrze robię. Chciałbym spędzić z Lisą resztę swojego życia, bo jest wspaniałą, kochającą, a do tego nieziemsko piękną kobietą, ale nie jestem pewien, czy na nią zasługuję. Są sprawy, o których nie chcę, żeby się dowiedziała, bo to może zniszczyć nasz związek. Ale od kogo mogłaby się dowiedzieć? Na pewno nie ode mnie, a nikt inny o tym nie wie, więc nie powinienem się martwić.
Nie minęła nawet minuta, a ja już stałem przy wielkiej, szklanej gablocie pełnej różnorodnych pierścionków. Było ich tak wiele, że nie wiedziałem, na którym skupić wzrok. Jedne bardziej skromne, złote z małym kryształkiem, inne zaś całe obłożone w diamentach i innych tego typu kamieniach szlachetnych. Przyglądałem się każdemu z dokładnością, aby nie ominąć żadnego szczegółu. Wszystkie były bardzo podobne, niektóre nawet identyczne, a różnił je tylko kolor kryształków czy też materiału, z jakiego były zrobione. Dopiero po chwili mój wzrok napotkał mały, złoto-srebrny pierścionek. Był jeden jedyny i to sprawiło, że wydawał mi się bardzo wyjątkowy. Od połowy okręgu, po obu stronach, zaczynała się tak jakby gałązka jakiegoś krzewu, a na szczycie był złoty kwiat róży z dość dużym, lekko różowym kryształkiem. Poprosiłem ekspedientkę o wyciągnięcie go z gabloty i zapakowanie. Lisa jest wyjątkową dziewczyną, dlatego należy jej się równie wyjątkowy prezent.
-Jak ma na imię wybranka? –zapytała starsza kobieta z szerokim uśmiechem na ustach, podając mi mały pakunek.
-Lisa –rzuciłem, kierując się w stronę drzwi. Chciałbym jak najszybciej znaleźć się w domu i zobaczyć minę ukochanej, gdy przed nią uklęknę i poproszę ją o rękę.
-Do tego będą pasować bladoróżowe róże. –usłyszałem za plecami. Odwróciłem się i posłałem kobiecie wdzięczny uśmiech, po czym opuściłem budynek.
                Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę mieszkania. Po drodze zatrzymałem się w kwiaciarni, żeby kupić bukiet kwiatów. Wchodząc do sklepu, natknąłem się na Alexa, który wychodził stamtąd z dwiema różami. Trochę zdziwił go widok mojej osoby. Pewnie myślał, że będę teraz na zawodach w Szwajcarii. Rozmawialiśmy przez chwilę i Alex powiedział mi, że właśnie wybiera się do mojego mieszkania, bo Lisa umówiła go na randkę z jej nową przyjaciółką. Zapewne to ta sama dziewczyna, o której Lisa mi opowiadała, i którą ostatnio chciała zeswatać z jednym z naszych wspólnych znajomych. Najwyraźniej tamten nie przypadł do gustu tej dziewczynie, więc Lisa szuka dalej.
                Zaproponowałem Alexowi, że może jechać ze mną, więc szybko kupiłem zaplanowany wcześniej bukiet róż i jednego dodatkowego kwiatka dla owej nieznajomej. Po dziesięciu minutach byliśmy już na miejscu. Opuściliśmy pojazd i w dobrych humorach ruszyliśmy w stronę bloku, w którym mieszkam. Weszliśmy do mieszkania śmiejąc się z opowiedzianego przez Alexa żartu, ale gdy ujrzałem dziewczynę, siedzącą przy stole, świat stanął w miejscu. Uśmiech znikł z mojej twarzy momentalnie, a ciało zesztywniało. Po chwili usłyszałem uradowany głos Lisy i poczułem jak rzuca mi się na szyję, ale byłem zbytnio zszokowany, aby wykonać jakikolwiek ruch. Jakim cudem ona mnie odnalazła? 


***

Witamy!
Przybywamy dzisiaj do Was z drugim już rozdziałem.
Akcja powoli zaczyna się rozkręcać.
Czekamy na Wasze szczere opinie.
Do następnego!
 Buziaki. ;* 

piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 1



"W życiu każdego z nas jest jedna niewypowiedziana tajemnica, 

niewybaczalny żal, nieosiągalne marzenie i niezapomniana miłość."

~ Nadia ~
        Wyjazd na studia to wielkie przedsięwzięcie w życiu młodego człowieka. Student zaczyna nowy początek w obcym miejscu i wśród ludzi, których nie zna. To trudny okres pełen obaw i zmian. Nie wiadomo, co może się przydarzyć. Pojawia się strach, dotyczący poradzenia sobie z dala od rodziny. Ja też to teraz przeżywam. Przyjechałam z Polski do Niemiec na studia. Jestem studentką medycyny na uniwersytecie Ludwika-Maksymiliana w Monachium. To dla mnie wielkie wyróżnienie. Od zawsze o tym marzyłam. Nigdy nie myślałam, że może mi się to udać. Byłam pewna, że to byłby dla mnie za duży sukces, ale teraz... Jestem tutaj w stolicy Bawarii i dziś zaczynam studia medyczne. Jestem bardzo szczęśliwa, ale boję się tego, jak będzie wyglądało moje życie. Nie jestem ładna ani nie potrafię łatwo nawiązywać kontaktu z innymi. Obawiam się, że mogę zostać sama. Samotność doskwierała mi od wielu lat. Nigdy nie miałam przyjaciół, na których mogę liczyć ani nie przeżyłam wielkiej miłość. Teraz znaleźć to wszystko będzie jeszcze trudniej. Wiele osób zawsze powtarzało mi, że mam trudny charakter. 
        Jestem pełna sprzeczność. Nie wierzę w miłość, a tak bardzo jej pragnę. Kocham swoją samotność, a czasami chcę spędzać całe dnie z ludźmi. Chcę zapomnieć, ale jednocześnie cały czas sobie przypominam o wydarzeniach, które nie powinny mieć miejsca...
        Ruszyłam do uniwersytetu, w którym miał się odbyć mój pierwszy wykład. Wyszłam wcześniej, bo nie do końca wiedziałam, czy znam dobrą drogę. Spacerowałam ulicami Monachium. Zakochałam się w tym mieście. Jest ono takie inne, bajeczne. Miasto słynie z zapierających dech w piersiach krajobrazach. Byłam tu na wakacjach jako dziecko i wtedy zapragnęłam tu mieszkać. Udało mi się to. 
        Chodząc tak, zgubiłam się. Byłam zdezorientowana. Musiałam znaleźć odpowiednią drogę. Szukałam planu miasta, ale nic nie znalazłam. Idąc, rozglądała się na wszystkie strony i wpadłam na kogoś. Przeprosiłam tą osobę. Gdy spojrzałam w stronę tego człowieka, napotkałam wzrok blondynki. Była uśmiechnięta od ucha do ucha. Emanowała od niej pozytywna energia. Nie wiem, jak ludzie to  robią. Cieszą się ze wszystkiego... Są wiecznymi optymistami... Ja tak nie potrafię. Nie jestem taką osobą. Zawsze patrzę na wszystko w czarnych barwach. Nie wierzę w siebie. Wydaję mi się, że szczęście, które mam przez chwilę, zaraz pryśnie. Boję się żyć pełną piersią. Nie potrafię być cały czas wyluzowana. Bardzo często jestem zbyt poważna.
- Jestem Lisa. Coś czuję, że zgubiłaś się w tym mieście. Jeśli chcesz, mogę Ci pomóc. - powiedziała, uśmiechając się. Była taka serdeczna i pełna energii... Ratowała mi życie. Jeśli zaraz nie znajdę się na uniwersytecie, to spóźnię się. Nie chciałabym tego.
- Nadia. Masz racje, zgubiłam się. Możesz mi powiedzieć, gdzie znajduje się uniwersytet Ludwika-Maksymiliana? - spytałam, wysilając się na najbardziej serdeczny uśmiech, który posiadałam.
- Och... Oczywiście. Mogę Ci tam, nawet zaprowadzić. Sama się tam wybieram. Zaczynam medycynę na tej uczelni. - oznajmiła blondynka. Byłam bardzo szczęśliwa z tego powodu. Poznałam osobę, która zaczyna ten sam kierunek studiów, co ja. Może mój pech, który towarzyszył mi w Polsce zniknął, a teraz pojawi się szczęście?
- Też będę tam studiować medycynę. - powiedziałam. Dziewczyna tylko się uśmiechnęła. Ruszyłyśmy do miejsca, w którym miały się odbyć wykłady. Lisa opowiedziała mi o sobie. Przez wiele lat była modelką. Teraz postanowiła, że zajmie się czymś innym. Od zawsze uwielbiała pomagać ludziom, dlatego postanowiła, że zacznie studiować medycynę. Miała też chłopaka, z którym mieszkała. Kochała go i była pewna, że on ją też. Spędzał z nią każdą wolną chwilę. Nie mieli dużo czasu dla siebie, bo on był sportowcem. Dziewczyna opowiedziała mi też o swojej najlepszej przyjaciółce. W pewnym momencie poczułam ukłucie zazdrość. Jej wszystko przychodziło tak łatwo. Nie starała się, aby być studentkom medycyny. To  było dla niej tak spontaniczne, jak wyjście do kina. Ja natomiast poświęciłam, za to tak wiele... Od zawsze próbowałam, do tego dążyć za wszelką cenę. Lisa miała także wspaniałego chłopaka, przyjaciół i świetny żywot. Nie dziwię się jej, że była tak serdecznie nastawiona do życia. Posiadała wiele. Była szczęśliwa.
        Po kilku godzinach spędzonych na uniwersytecie, byłam bardzo zmęczona. Czekały mnie trudne dni, pełne nauki... Wiem, że początki są trudne. Wykładowcy chcąc przestraszyć studentów, wymagają bardzo dużo. Z czasem już mniej, ale w ciągu pierwszego roku wiele osób nie daje rady i rzuca studia. 
        Moja nowa znajoma postanowiła, że pójdziemy na kawę. Zgodziłam się. Rozmawiałyśmy ze sobą przez długi czas. Opowiedziałam jej o sobie. Moje życie nie było tak imponujące jak jej. Mieszkałam w Warszawie przez całą młodość. Większość mojego czasu spędziłam na nauce. W moim rodzinnym mieście miałam swoją "paczkę", która wcale nie traktowała mnie, jak przyjaciółkę. Większość osób myślała inaczej. Po wielu latach spędzonych razem, wszystko zaczęło się rozpadać jeszcze bardziej. Nasze oczekiwania, co do życia różniły się. Dorastaliśmy i wszystko się zmieniło, a my byliśmy sobą zmęczeni. Od roku prawie w ogóle się nie dogadywaliśmy. Ja też zawiniłam w wielu rzeczach. Obwiniałam ich o coś, co stało się jakiś czas temu. Sama byłam sobie winna, ale wolałam usprawiedliwić siebie, obciążając ich. Wiem, że sprawiłam tym ból moim przyjaciołom. Zraniłam ich, ale oni też robili to wiele razy. Wystawiali mnie do wiatru, kłamali, knuli intrygi... Zawsze im wybaczałam, ale moi "przyjaciele" nie chcieli pogodzić się z moim jednym błędem i mi przebaczyć. Gdy okazało się, że wyjeżdżam do Monachium, zostawiłam ich. Zachowałam się egoistycznie. Wiem o tym, ale nie potrafiłam wytrzymać ich ciągłej fałszywość i opuszczania mnie, gdy najbardziej ich potrzebowałam. Ja byłam zawsze, a ich nie było nigdy... Dlatego nasze drogi się rozeszły... Gdzieś w głębi bardzo za nimi tęsknie, ale wiem, że tak będzie dla mnie lepiej. Czasami po prostu nie dawałam przy nich rady psychicznie. To ja odstawałam od nich najbardziej od zawsze. Ostatnimi czasy to jeszcze bardziej się wzmogło i chociaż próbowałam stać się, jak oni to nie potrafiłam. Wolałam być sobą i ich stracić, niż udawać kogoś kim nie jestem...

~ Andreas ~
        W życiu można mieć farta, gdy na loterii wygrywa się główną nagrodę albo, gdy ktoś pojawia się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Do niektórych szczęście przychodzi samo, inni zaś muszą starać się, żeby, choć na chwilę móc je poczuć. Ja należę do tej pierwszej grupy. Mam wspaniałą dziewczynę, z którą jestem od trzech lat, własne mieszkanie i robię to, co kocham, co sprawia mi radość. Pieniędzy też mi nie brakuję, więc czego mogę chcieć więcej?
        Leżałem na łóżku w pokoju hotelowym i odpoczywałem po dzisiejszym konkursie, w którym zająłem dość dobre piąte miejsce. Mogło być lepiej, ale i tak jestem zadowolony ze swoich występów na tutejszej skoczni. Jest to wyjątkowe miejsce, bo właśnie tutaj po raz pierwszy stanąłem na najwyższym stopniu podium w konkursie Pucharu Świata.
        Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos otwieranych drzwi. Podniosłem się lekko, podpierając na łokciach. Po pokoju krzątali się koledzy z kadry, z którymi go dzieliłem. Przyglądałem im się uważnie, nie wiedząc, co planują zrobić. Nie zdziwiłbym się, gdyby oznajmili mi, że chcą zrobić komuś jakiś żart. Po nich wszystkiego można się spodziewać.
-Widziałeś moją błękitną koszulę w kratę?- zapytał Marinus, rozrzucając po podłodze całą zawartość torby podróżnej. Nie wiem czy to pytanie było skierowane do mnie, czy do Richarda, więc nie odpowiedziałem. Zamknąłem oczy i ponownie położyłem się na łóżko, wzdychając głośno. Niepotrzebnie zgadzałem się na dzielenie z nimi pokoju. Przy nich nigdy nie zaznam spokoju i ciszy, a tego najbardziej teraz potrzebuję.  Potrzebuję się wyciszyć i przestać myśleć o tym, co wydarzyło się dokładnie rok temu.
        Po chwili poczułem jak materac ugina się pod czyimś ciężarem. Powoli otworzyłem oczy i zobaczyłem uśmiechniętego Marinusa i jego dłoń, która o mały włos nie zderzyła się z moją twarzą.
-Widzę, że znalazłeś już koszulę, więc czego chcesz tym razem? –warknąłem, lustrując przyjaciela wzrokiem. Kąciki jego ust uniosły się wyżej, powodując jeszcze większy uśmiech na jego twarzy.
-Idziemy na miasto.-oznajmił Richard, który właśnie opuścił łazienkę. Był ubrany w ciemne jeansy i w zwykłą koszulkę z jakimś nadrukiem. Podszedł do mojego łóżka i przysiadł na jego brzegu. Poczułem mocny zapach perfum i już wiedziałem, co się kroi.
-A po co mi to mówicie?- zapytałem lekko podenerwowany. Jeśli chcą wyciągnąć mnie na jakąś imprezę, to dziękuję, ale nie skorzystam. Nie, po ostatnim razie. Richard pokręcił głową z rozbawienia, podnosząc się z miejsca i opuszczając pokój, a ja miałem ochotę mu przyłożyć. Nie wiem skąd we mnie tyle agresji, ale widząc jego irytujący uśmieszek kilka godzin dziennie przez parę dni, to w człowieku się po prostu gotuje. Podniosłem się do pozycji siedzącej, aby mieć lepszy widok na to, co dzieję się wokół. Na podłodze wciąż walały się rzeczy Krausa, który właśnie sprawdzał coś w swoim telefonie. Odchrząknąłem, zakładając ręce na pierś. Marinus odciągnął wzrok od urządzenia i spojrzał na mnie zdziwiony.
-Czemu nie jesteś jeszcze gotowy? -zapytał zrezygnowany. –Przecież Richard mówił, że idziemy na miasto.
-Ale ja nigdzie nie idę. –odpowiedziałem stanowczo – I Ty również nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie posprzątasz tego bałaganu. –wskazałem ręką na ubrania leżące na podłodze. Marinus wywrócił oczami i pokręcił głową z niedowierzaniem, po czym zajął się zbieraniem rozwalonych rzeczy. Kiedy skończył, ruszył w stronę drzwi, nie obdarowując mnie nawet przelotnym spojrzeniem. Obraził się, czy co? Przecież kazałem mu tylko posprzątać.
-Zmieniłeś się.- mruknął pod nosem, stojąc u progu drzwi i zaciskając dłoń na metalowej klamce. Uniosłem brwi do góry w geście zdziwienia.
-Co? Jak to się zmieniłem? Przecież wciąż jestem tym samym Andreasem, co kiedyś. –zaśmiałem się nerwowo, nie wiedząc, o co chodzi Krausowi. Bałem się, co mogę zaraz usłyszeć z ust przyjaciela.
 –Nie rozumiem, o co Ci chodzi.
        Chłopak prychnął, odwracając się w moją stronę. Na jego twarzy wciąż malował się uśmiech, ale nie był to ten sam uśmiech, co kilka minut temu. Ten był wymuszony i trochę współczujący.
-Naprawdę tego nie widzisz? –zapytał. Pokręciłem przecząco głową, chcąc, aby mi to wytłumaczył.
 –Odkąd zamieszkałeś z Lisą kilka miesięcy temu, stałeś się zupełnie innym człowiekiem. Nie wygłupiasz się z nami tak jak kiedyś. Nie chodzisz na imprezy, co jest bardzo dziwne, bo kiedyś ciężko było Cię wyciągnąć z klubu, a teraz w ogólnie się tam nie pojawiasz. Nie tylko ja to zauważyłem. Cała kadra tak uważa. Może to dziwnie zabrzmi, ale martwimy się o Ciebie. Kiedyś byłeś inny. Gdzie się podział ten stary, dziecinny Wellinger? 
        Słowa, które wypowiedział, nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia. Przecież ja się nie zmieniłem. Wciąż jestem sobą. Trochę dojrzalszym, ale jednak sobą. Mam swoje powody, przez które nie chcę brać udziału w imprezach. Nie mogę nikomu o nich powiedzieć. To tylko i wyłącznie moja sprawa.
        Marinus, widząc moją obojętność, westchnął i opuścił pomieszczenie, wiedząc, że nic nie uda mu się zdziałać. Odetchnąłem z ulgą. Cisza panująca w pokoju nieco mnie uspokoiła. W końcu mam czas dla siebie i swoich myśli. Muszę wszystko przemyśleć na spokojnie. Przecież to niemożliwe, żeby się zmienił. A może jednak ?
***


Witamy wszystkich bardzo serdecznie. 

Jesteśmy pozytywnie zaskoczone przyjęciem tej historii przez Was. Nie spodziewałyśmy się takiego odzewu z Waszej strony. Niezmiernie się cieszymy z Waszych komentarzy. Dały nam one mega motywację, dlatego tak szybko pojawił się pierwszy rozdział. Mamy nadzieję,że nie zawiodłyśmy.
Andi obchodzi dziś 20 urodziny. Życzymy mu wszystkiego najlepszego! Zapraszamy do wyrażania swojej opinii. Krytyka mile widziana.
Pozdrawiamy!


niedziela, 23 sierpnia 2015

Prolog



"Boli tylko wtedy, gdy pozwolisz, żeby bolało."



 Czy za każdy błąd, który popełnimy trzeba żałować? Co jeśli żalu nie będzie, a zostanie tylko miłe wspomnienie? Może fakt, że dana pomyłka nie wyszła na jaw sprawia, iż nie czujemy smutku. Prawda jest taka, że nikt nie zna odpowiedzi na ten temat.
                Są błahostki, które sprawiają, że czujemy wyrzuty sumienia, ale są także wielkie błędy i nie doświadczamy niczego, co można określić mianem wyrzutów sumienia. Nieraz, robiąc coś nieumyślnie, krzywdzimy drugiego człowieka, mimo iż wcale tego nie planowaliśmy. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile nasze czyny wyrządzają przykrości drugiej, niewinnej osobie. Zawsze chcemy usunąć z pamięć wszystkie błędy, które kiedyś popełniliśmy. Kiedy w końcu myślimy, że udało nam się zapomnieć, wszystko wraca. Każdego dnia walczymy, żeby nasze dawne tajemnice nie ujrzały światła dziennego. Boimy się, że pochopne decyzje, które kiedyś podjęliśmy, wywrócą nasze życie do góry nogami. Nie wiemy, kto stanie po drugiej stronie drzwi, gdy usłyszymy pukanie. Być może 

będzie to nasze sumienie, które nie daje już rady walczyć z przeszłością.   
Ona też popełniła wiele błędów. Jedna wielka pomyłka, która tak wiele zmieniła i sprawiła, że dziewczyna nadal żałuję. Cały czas ma przed oczami obrazy, których nie chce pamiętać... Nieświadomość podjęcia pewnych decyzji, odraza do samej siebie i ból - to zostało w jej sercu. Nigdy nie myślała, że stanie się to, co się stało, a teraz płaci cenę za swój błąd.         
 On też popełnił wiele błędów. Było wiele pomyłek w jego życiu. Jedne duże, drugie małe... Czy kiedykolwiek żałował, którejś z nich? Czy kiedykolwiek żałował tej największej? Nie. Był osobą, która nigdy nie czuła wyrzutów sumienia. Teraz też nic nie czuł, ale nigdy nie spodziewał się tego, jak wielkie będą konsekwencje jego czynów, tych dobrych i tych złych... 


***

Witamy Was serdecznie! Tutaj Lila Stich i Anahi  Müller. Możecie nas kojarzyć z naszych blogów. Tym razem stworzymy coś razem. Mamy nadzieję, że uda nam się pokazać coś nowego i świeżego.  
Zapraszamy do zapoznania się z bohaterami i obejrzenia zwiastuna

Liczymy na szczere opinie. Każdy, nawet najkrótszy komentarz zmotywuje nas do dalszej pracy.
Pozdrawiamy!
Obsługiwane przez usługę Blogger.